Archive

Tagi:    muzyka

Dwa bardzo dobre kawałki zespołu Archive, bez dodatkowego motywu, tak po prostu.

 

Bullets (jakiś czas na pierwszym miejscu listy Trójki chyba)

 

Fuck You

List do samego siebie

Tagi:    życie

 

Łzawe się to może wydawać, ale... od momentu jak ten kawałek usłyszałem, to zacząłem się nad tą ideą zastanawiać. Według mnie dość intrygującym wydaje się taka konfrontacja aktualnego siebie z sobą-sprzed-lat. Wielokrotnie się zastanawiałem, co powiedziałbym sobie z przeszłości, gdybym takiego spotkał. Co poradził, co odradził, przed czym przestrzegł. Bujdą wydaje mi się lansowane w mediach podejście nigdy nie żałuj tego, co zrobiłeś. Zrozumiałe, że człowiek popełnia błędy, ale chyba nikt nie powie mi, że gdyby mógł się od niektórych błędów/gaf/potknięć ochronić, to by tego nie zrobił. Wiadomo, najlepiej człowieka uczy, jak sam się przewróci i na nic zdadzą się rady innych.

Ale takie kilka słów: "olej, nie warto", "spróbuj", "skorzystaj", "nie przejmuj się" od doświadczonego siebie z przyszłości. Nie chcielibyście kogoś takiego spotkać czasem? Albo inaczej: spotkać dawnego siebie i parę sytuacji nakreślić, uświadomić. Może byłoby inaczej, a może zagięłaby się czasoprzestrzeń czy coś i by było gupio? :-)

 

Podsumowując: na blogu pojawił się jutiub. Jest lans, jest hip-hop, jest szaleństwo!

Marco Polo

Tagi:    jedzenie

Tak sobie pomyślałem, że być może niegłupim pomysłem byłoby założyć kącik kulinarny na tym blogu, jako że nierzadko zdarza mi się bywać w jakichś knajpach, knajpeczkach i barach i jeść różne rzeczy.

Tak więc dzisiaj - Marco Polo (bar orientalny i pizzeria) na Czarnowiejskiej.

 

Miejscówka stosunkowo niedawno otwarta, bo chyba w bieżącym roku akademickim. Według mnie nazwa bar jest tutaj trochę myląca, bo wewnątrz jest dość elegancko i schludnie i ładniej, niż w niejednej knajpie mieniącej się mianem restauracji. Obsługa jest dość miła i sympatyczna, menu bogate. Dużym minusem jest fakt braku zakazu palenia w lokalu, można natknąć się na palących przy jedzeniu, co chyba tylko dla nielicznych nie stanowi problemu.

Od razu mówię, że nie próbowałem w Marco Polo nic poza daniami chińskimi, bo bardzo je lubię i jakoś jak już tam jestem ciężko mi zrezygnować z porcji mięsa z ryżem i surówką na rzecz np. pizzy. Aczkolwiek w menu pojawiają się ostatnio frykasy w stylu żabich udek, spaghetti i innych, może kiedyś się skuszę :).

Samo jedzenie - wg mnie naprawdę bardzo dobre, choć nienajtańsze nie najtańsze. Standardowo za np. jakiegoś kurczaka z warzywami zapłacimy około 14-15 zł. Mimo to myślę, że naprawdę warto. Surówki niestety dostaje się niewiele, to minus. Z dań, które jadłem mogę gorąco polecić (ale tylko dla tych, dla których stosunkowo duża pikantność potrawy nie stanowi większego problemu) wołowinę pikantną oraz wołowinę po seczuańsku. Obie z dodatkiem chili dla dodania ostrości, a ta druga to bardzo ciekawe połączenie smaków - słodkiego i ostrego zarazem, ale następujących po sobie. No pycha po prostu :).

Dodatkowo, ostatnio uruchomili dowóz na telefon, bezpłatny od 20 zł zamówienia. Za opakowanie 1 zł.

 

 

Podsumowując:

 

Plusy:

+ bardzo dobre jedzenie

+ miła obsługa

+ bogate menu

+ dobra lokalizacja (zaraz obok AGH na czarnowiejskiej)

 

Minusy:

- stosunkowo wysokie ceny potraw

- brak zakazu palenia w lokalu

- mało surówki do dań chińskich

 

Ale ogólnie: gorąco polecam.

Blog rusza

Tagi:    inne

Witam!

Zdecydowałem się przenieść bloga na własny silnik na swojej domenie, w myśl zasady ciasno, ale własno. Na razie bajerów nima, nie ma się co spinać, może kiedyś będą.

Bida, ale swoja. Zapraszam do lektury :-).

Nadwrażliwa ekspedientka

Tagi:    życie    praca

Zwolniłem się dzisiaj na godzinę, ku*wa, z pracy, po to tylko, żeby kupić uchwyt do GPSa do samochodu. Pojechałem więc do sklepu znalezionego na Allegro. Czasu miałem na to tyle, że zajechałem (30 minut w jedną stronę), 5 minut na załatwienie sprawy w sklepie i powrót (30 minut). Włażę. Młoda ekspedientka w tym sklepie na totalnym zadupiu stoi za ladą i obsługuje klienta przede mną. Koleś pyta o jakąś słuchawkę na bluetooth. Ekspedientka wydaje się być zirytowana tym, że klientowi nie podoba się, że słuchawka jest za mała i będzie go kłuła w ucho, bo on takich nie lubi. I on nie musi jej mówić, że kiedyś były inne słuchawki z innymi łapkami na ucho, bo ona przecież to doskonale wie, bo to sprzedaje, tylko teraz nie ma. Klient był bardziej cierpliwy niż ja (na jego miejscu bym się wpienił już po pierwszym komentarzu ekspedientki) i wyczekał, wysłuchał, powiedział "dziękuję" i wyszedł. Przyszła kolej na mnie. I:

- Oferujecie Państwo uchwyty na palmtopy na Allegro. Takie za 8 zł.
- Tak, są tutaj - pokazała.
- Aha, a one pasują do każdego palmtopa, tak?
- A do czego Panu potrzeba?
- To jest... Mio 350.
- To Panu nie utrzyma.
- Nie utrzyma?
- Proszę Pana! Uważa Pan, że ja nie wiem co ja mówię do pana? - histeryczny śmiech.
- Nic takiego nie powiedziałem - przewróciłem oczami, bo nie strzymałem.
- Proszę Pana! Powiedział to Pan takim tonem, jakby Pan wątpił w to, że ja znam się na rzeczach, które sprzedaję. Dobrze, może Pan wziąć ten uchwyt, ale nie dostanie Pan gwarancji jeśli urządzenie Panu spadło.
- * (przez zęby) Wezmę.

Wziąłem. Wiem, nie powinienem. Ale po przemyśleniu, co da mi większą satysfakcję, gdybym był tam drugi raz, wziąłbym znowu, tylko coś jeszcze dodał od siebie. Po co? No bo gdybym nie wziął, to to dla niej żadna ujma, że towaru za 8 zł nie sprzedała. A tak przynajmniej mam satysfakcję, że udowodniłem, że ekspedientce nie ufam i wiem od niej lepiej. Nawet jeśli nie wiem. I, patrząc na ten uchwyt, to nie wiem na pewno. Ale co tam... się ekspedientce należało i już. Nienawidzę takich sytuacji. Tych wszystkich bab w sklepach. Tych pind, które nie odpowiedzą na "dzień dobry", "dziękuję" lub "do widzenia". Które zawsze wiedzą lepiej i które nienawidzą, jak im się zwraca uwagę. Tych, dla których każdy klient czy petent jest wrogiem.

* w tym momencie powiedziałbym "Ja pie*dolę, ku*wa! A jakbym kupił mocniejszy i droższy, to byście mi to gwarantowali?", ale nie powiedziałem

Nosz psia jucha...

Tagi:    komputery

Zarobaczył mi się Windows, więc zaaplikowałem kilka darmowych programów antywirusowych, coby odrobaczyć. Witki mi jednak opadły po zastosowaniu AVG. Po restarcie nie byłem w stanie się zalogować do systemu, bo po zalogowaniu od razu mnie wylogowywało i tak do usranej śmierci. Gdy sobie już z tym poradziłem, okazało się, że AVG na wszelki wypadek wyjebał mi też explorera windowsowego. Nie przypominam sobie jednak, żebym zaznaczał opcje pt. "wyjeb wszystko, co ma wirusa, nie zwracając uwagi na to, co to jest i do czego służy". Efekt tego taki, że w najbliższym czasie czeka mnie reinstall systemu i rozkoszne chwile instalacji i konfiguracji softu (nie, nie zrobiłem ghosta).

Ale nie przesiądę się na linuxa na stałe, mimo wszystko.

Krótka piłka

Tagi:    życie    humor

Stoję w kolejce do stoiska mięsno-serowego. Przede mną blondi pyta:
- Czy ten udziec jest z kością?

Nie wytrzymałem i głośno pacnąłem się w czoło.

Mundayz

Tagi:    humor

mundayz

Nic dodać, nic ująć...
Swoją drogą serdecznie polecam I can has cheezburger?.

--== WaLeNtYnIuSiEeEeEe ==--

Tagi:    życie

No szlag mnie jasny trafia. Wszędzie te serducha, zwisające z góry, poprzylepiane do ścian, nawet w zapachu powietrza czuć taki słodki, zatykający nozdrza i skłaniający do torsji zapach. Tysiące chłoptasi w wieku podstawówkowo-licealno-gimnazjalnym popinające z identycznie zapakowanymi różyczkami. Jakby tego było mało, w restauracji nieopodal hit lokalu: pizza w kształcie serca. Swoją drogą nie poleciłbym jej nawet wrogowi (zastanawiałem się przez moment, czy przed "wrogowi" nie napisać "najgorszemu", ale porzuciłem tę myśl, gdyż to dla niego chyba ta pizza) ze względu na koszmarnie twarde niczym podeszwa ciasto i brak smaku. To wszystko posypane długim czasem oczekiwania zmiksowanym z niemiłą obsługą. Podsumowując - dobrze oddaje atmosferę "święta" :-).
Wracając jednak do dnia Świętego Walę Tego - dzięki telewizji i serwisom SMSowym można dowiedzieć się kto nas kocha, jak z tym kimś współżyć (gdzie prawa noga, gdzie lewa i co począć z małym palcem lewej dłoni), czy też gdzie, jak i z kim zdradza nas nasza miłość. Full service nie wychodząc z domu i ciastko gratis, można by rzec.
I teraz bądź człowieku mądry i pójdź z kumplem do baru na piwo w taki dzień. Ujrzysz kilka(naście/dziesiąt) parek w stylu różowa lala + chłoptaś z taką ilością żelu na włosach, że można by tym naoliwić pociąg. Pośrodku Ty i kumpel z piwem. Piwo smakuje co najmniej dziwnie i inaczej niż powinno, gdy w świadomości tli Ci się myśl, taka mała, maluteńka, że dla całej reszty osób w lokalu jesteście najprawdopodobniej parą ludzi o odmiennej niż wyznawana przez większość ludzi na Ziemi orientacji seksualnej (podczas, gdy wy deklarujecie jednak przynależność do większości), mało tego, najprawdopodobniej jeszcze zainteresowani sobą.
Jaki z tego wniosek? Piwo przed telewizorem. Dobranoc Państwu.

Pewność Konkurencyjność Punktualność

Tagi:    życie

Czy byłeś kiedyś w Kutnie na dworcu w nocy?
Jest tak brudno i brzydko, że pękają oczy

Na dworcu w Skarżysku może aż tak brzydko nie jest, ale mimo wszystko wystarczająco, żeby człowiek poczuł się źle spędzając na peronie dłużej niż 20 minut w samotności.
Chciałem w niedzielę jechać do Krakowa. Sprawdziłem w necie rozkład, jako że trąbią na stronach PKP, że od 9.12 rozkład jest supernowy. Sprawdzam - jest pociąg 17:47. Około godziny 15:00 tegoż samego dnia pojawiam się na dworcu celem nabycia biletu i ewentualnego skonfrontowania internetowego rozkładu jazdy pociągów z tym na dworcu. Nabywam bilet i patrzę w rozkład. Co się okazuje? Jest taki pociąg, owszem. Problem polega na tym, że według tego rozkładu odjeżdża o 17:28. W moim umyśle rodzi się pytanie: komu wierzyć? Jako, że staram się być istotą kierującą się w życiu rozumem, stwierdzam, że lepiej dla mnie będzie wierzyć godzinie wcześniejszej. Przygotowałem wszystko na 28 po piątej, leciałem na dworzec (bom delikantnie opóźnionym był jednak) i stoję jak kołek. Stoję i marznę sam. Zero jakiegokolwiek "ping pong! Pociąg się spóźni, frajerzy!". Po prostu pociąg przyjechał sobie rozkosznie w okolicach 17:50 sapiąc i prychając, nie prosząc o wybaczenie.
PKP ssie, naprawdę. Apel do władz: zróbcie cokolwiek, żeby to gówno sprywatyzować, bo póki nie będzie walki o klienta, PKP będzie wyczyniało takie i o wiele gorsze rzeczy. Spróbujcie się kiedyś przejechać nad morze np. z Krakowa pociągiem pospiesznym w wakacje w 8 ludzi w przedziale.
Wiem, i tak nikt tego nie czyta i mogę sobie apelować. Ale mój blog to moja twierdza.

Z kolejowym pozdrowieniem

Piosenka samotnika

Tagi:    humor

Będzie nas pięcioro,
Jak was przyjdzie czworo.

Lapsusy

Tagi:    życie    humor

Na razie krótko, może później dodam coś więcej. Trzy lapsusy, w tym dwa z kościoła.

I. (dawno temu już) Poniedziałek Wielkanocny. Ksiądz na rozpoczęcie mszy:
Dzisiaj obchodzimy drugi dzień Zmarchwiwstusa.
Ciekawe złożenie, nie?
II. (dzisiaj) Ksiądz przy ogłoszeniach:
13 sierpnia każdego miesiąca odbywa się w naszym kościele apel jasnogórski.
Tutaj moje pytanie: kiedy jest 13 sierpnia każdego miesiąca, tzn. jaki konkretnie to dzień tygodnia, bo chętnie bym się wybrał? :)
III. (TVN Turbo) Jakiś ekspert odnośnie Toyoty Yaris:
Pojemność bagażnika to 200 litrów, ale po przesunięciu tylnej kanapy zwiększa się do 300 litrów, czyli o jedną trzecią.
Pure mathematics.

Origin

Tagi:    życie    inne

GUGI, Mniejsza Rasa Niezależna. "To była łapa, szeroka na całe trzy czwarte metra, zakończona nieprawdopodobnymi pazurami. Za nią wyłoniła się druga łapa, aż w końcu pojawiło się wielkie, pokryte czarnym futrem ramię, do którego obie łapy przytwierdzone były krótkimi przedramionami. Dwoje różowych oczu zajarzyło się i ujrzeli wielką jak beczka głowę przebudzonego guga-strażnika. Oczy, osadzone na guzowatych, porośniętych szczeciną wyrostkach, sterczały na 5 centymetrów po obu stronach głowy. Lecz najbardziej przerażająca w tej głowie była paszcza. Uzbrojona w wielkie, żółte kły, biegła od wierzchu do samego dołu głowy, przecinając ją pionowo zamiast poziomo." (H.P.Lovecraft, "Dream-Quest of Unknown Kadath")

Czcząc wielu Wielkich Przedwiecznych, gugi podziemnego świata odprawiały obrzędy tak odrażające, że w jakiś sposób zostały zesłane pod powierzchnię ziemi. Gugi z rozkoszą pożerają każdą istotę z powierzchni, jaką mogą złapać swoimi czterema łapami. Gugi są ogromne, typowy osobnik ma przynajmniej 6,5 metra wysokości.

W walce gug może gryźć lub uderzyć jednym ze swoich ramion, czyli dwoma łapami (uderzające ramię wykonuje dwa ataki). Obie uzbrojone w pazury łapy muszą uderzyć tą samą ofiarę.

GUGI, BRUDNE OLBRZYMY

 

współczynniki rzuty średnia
S 6k6+24 45
KON 3k6+18 28-29
BC 6k6+36 57
INT 2k6+6 13
MOC 3k6 10-11
ZR 3k6 10-11
Szybkość10 - WT 43



Średni modyfikator obrażeń: +5k6
Broń: Ugryzienie 40%, 1k10 obrażeń; łapy 40%, 4k6 każda (nie dodaje się mo)
Tratowanie 25%, 1kg + mo obrażeń
Pancerz: 8 punktów futra, kudłów i skóry.
Czary: Niektóre gugi znają kilka czarów. Aby sprawdzić, czy dany osobnik zna jakieś zaklęcia należy wykonać rzut 1k100. Jeśli wynik jest wyższy niż MOC potwora, nie zna on żadnej magii. Jeśli wynik jest równy lub niższy, zna on tyle czarów, ile wyniósł wynik rzutu.
Utrata Poczytalności: 0/1k8 Punktów Poczytalności za zobaczenie guga.

 


Tak, miśki. Dokładnie z tego powstałem. Z badziewnego potwora z podręcznika Zew Cthulhu. Odkryłem swoje pochodzenie. Idę umyć zęby... TFU! Co ja piszę - kły! W mojej przecinającej głowę nie poziomo, lecz pionowo paszczy.

Piwo

Tagi:    życie

Chodzi za mną ten pomysł już czas jakiś, w końcu postanowiłem go więc zrealizować. O piwie będzie ta notka, rzecz jasna :)

Poniżej przedstawiam marki piw, które moim zdaniem wypić warto, bo są jedynymi słusznymi na naszym rynku ;). No dobra, nie jedynymi. Zaczynamy!


Lech
Piwo prezydenckie, jako drzewiej było i jest. Świetny smak, taki spokojny, głaszczący podniebienie... ach... niebo w gębie :). Dowcip polega na tym, że Lech smakuje naprawdę bardzo różnie. Czasem zdarza mu się być naprawdę dobrym, a czasem naprawdę NIEdobrym. Na szczęście opcja dobra przeważa nad tą nie. I ta zielona buteleczka... mmmm...


Beck's
Bardzo przyjemne (choć stosunkowo drogie) piwo z niewielką ilością goryczy. Idealne, by przy nim posiedzieć na słoneczku z kumplami i wypić co nieco na kocyku. Opcja relaksacyjna i w niewielkich ilościach raczej. Jedno, góra dwa. Później się nudzi.


Śląskie Książęce
Ha! I tutaj zapewne zaskoczka, niewiele osób bowiem zapewne zna tę markę. A jest wyśmienita po stokroć. To piwo ma max miesiąc ważności, bo jest niepasteryzowane. Smakuje zupełnie inaczej niż wszystko to, co dostępne w normalnym sklepie. Po prostu TRZEBA spróbować. I nie jest drogie. 2,30 zł wraz z butelką, z tego co mi wiadomo. Ale konia z rzędem temu, kto powie mi, gdzie można je kupić (w Krakowie lub Skarżysku - jak do tej pory znam tylko jedno miejsce, gdzie to piwo przebywa, a mianowicie Lublin). Obecnie jednak ponoć strajk w Browarach Śląskich, więc chyba produkcja wstrzymana :/. (przyp. późniejszy: browar zlikwidowano)



Na koniec Żywcowi i Tyskiemu mówię stanowcze i zdecydowane: "raczej nie"! Szczególnie Żywcowi. A Warka niech se będzie - w sumie całkiem niezłe. Pozdrawiam piwnie!

Strony: 1  2  3