Robert Filipiak

Tagi:    komputery    humor

Dzisiaj zajrzałem na Zczuba.pl i dotarłem do ciekawego artykułu, a dokładnie tego.

 

Jeśli ktoś nie czyta Z czuba, to pokrótce powiem, że jest to serwis traktujący o sporcie z przymrużeniem oka, niekiedy obu nawet. Czasem lubię poczytać zamiast zwykłych serwisów w suchy sposób przekazujących informacje. Można się niekiedy pośmiać. Niestety (przy okazji po prostu muszę o tym wspomnieć) jest to portal gazetowy (Gazeta.pl) i zdolność jego redaktorów do literówek, błędów ortograficznych i innych karygodnych działań jest mordercza (podobnie jak macierzystego właśnie). Ja nie wiem, czy nie można przeczytać artykułu zanim się go opublikuje? Dobra, dość narzekania, bo to nie o tym miało być.

 

Artykuł traktuje o fikcyjnych nazwiskach sportowców pojawiających się w komputerowych grach sportowych. Szczególnie rozbawiła mnie historia tytułowego (mojej notki, nie artykułu). Przy okazji artykuł przywołał niezłe wspomnienia z grania np. w Fifę 99 albo stare wersje ISS Pro. Pamiętam jeszcze jak grałem na PlayStation w Winning Eleven 4, czyli japońską wersję ISS Pro i wszystkie nazwiska miałem napisane japońskimi krzaczkami, więc tylko po wyglądzie, pozycji i narodowości mogłem przyporządkować do faktycznych nazwisk. Spędziłem kilkanaście dobrych godzin wklepując na padzie prawidłowe nazwiska, żeby dało się jakoś grać :-). To były czasy... Aż się łezka w oku kręci.

 

Teraz już w zasadzie w ogóle w nic nie gram, pomijając okazyjne pyknięcie meczyku albo dwóch w Pro Evolution Soccer 6 na laptopie. A to już nie to samo, co turnieje u mnie w domu po szkole i godziny spędzone na stukaniu w klawiaturę lub pada...

Nosz psia jucha...

Tagi:    komputery

Zarobaczył mi się Windows, więc zaaplikowałem kilka darmowych programów antywirusowych, coby odrobaczyć. Witki mi jednak opadły po zastosowaniu AVG. Po restarcie nie byłem w stanie się zalogować do systemu, bo po zalogowaniu od razu mnie wylogowywało i tak do usranej śmierci. Gdy sobie już z tym poradziłem, okazało się, że AVG na wszelki wypadek wyjebał mi też explorera windowsowego. Nie przypominam sobie jednak, żebym zaznaczał opcje pt. "wyjeb wszystko, co ma wirusa, nie zwracając uwagi na to, co to jest i do czego służy". Efekt tego taki, że w najbliższym czasie czeka mnie reinstall systemu i rozkoszne chwile instalacji i konfiguracji softu (nie, nie zrobiłem ghosta).

Ale nie przesiądę się na linuxa na stałe, mimo wszystko.

Strony: 1